Kiedy zobaczyła, że w restauracji jest wolny stolik, odetchnęła z ulgą. Może uda jej się zjeść obiad, zanim mały się obudzi i zacznie domagać swojego posiłku. Może tym razem uda jej się zjeść obiad zanim wystygnie? – rozmarzyła się. Usiedli, zamówili. Fajnie było pobyć wśród ludzi, gdzieś poza czterema ścianami mieszkania. Pożartować, porozmawiać o czymś innym niż ulewania i kolki. Gdzieś z tyłu czaił się lekki niepokój, że dziecko jednak obudzi się nie w porę, że będą płacze i krzyki, które mogą przeszkadzać innym. Że może, jak ostatnio w sklepie, gdzieś za plecami padnie komentarz „z dzieckiem siedzi się w domu” albo podszyte agresją pytanie „nie może go Pani jakoś uspokoić?”.

Mały Jaś jakby wyczuł jej niepokój. Obudził się i płaczem zakomunikował, że jest głodny. W restauracji nie było pokoju dla matki z dzieckiem. Może i mogłaby spróbować poszukać jakiegoś ustronnego miejsca, ale obiad zachęcająco parował na talerzu. Przecież karmienie piersią to najbardziej naturalna rzecz na świecie – pomyślała i zaczęła dyskretnie rozpinać bluzkę, żeby nakarmić małego zanim ściągnie na nich uwagę wszystkich gości. Nie zdążyła.

– Czy mogłaby Pani nie robić tego przy stoliku? Goście się skarżą – kelner pojawił się błyskawicznie. – Może przejdzie Pani z dzieckiem do toalety?

Goście? Przecież nawet jeszcze nie zaczęłam. Do toalety? Dlaczego moje dziecko ma jeść w kiblu? Dlaczego nie mogę dyskretnie nakarmić go tutaj, a sama zjeść jak człowiek? A może swój talerz też zabiorę do toalety, żeby mi nie ostygło zanim skończymy?- w głowie jej się kotłowało.

– Wykluczone – odpowiedziała. – Moje dziecko nie będzie jadło w ubikacji.

– Niestety właściciel nie zgadza się na karmienie w lokalu. Klientom to przeszkadza.

– Ja też jestem klientem.

Cóż mogła zrobić? Awanturować się? Karmić przy stoliku mimo wszystko i znosić skupiającą się na niej uwagę otoczenia? Przepraszam, synku, że tak cię potraktowano. Chodźmy stąd.

 

* * *

 Kiedy zobaczył, jak wchodzą do lokalu, od razu wiedział, że będą problemy. To był długi dzień, pełna sala, musiał uwijać się jak w ukropie. I jeszcze to. Kobieta z dzieckiem mogła zapowiadać tylko kłopoty. On już widział, co będzie dalej, i czekał jak na wyrok. W końcu stało się. Mały zaczął płakać. Rozejrzała się spłoszona. Pomyślała chwilę, a potem zaczęła rozpinać guzik koszuli. Musiał zareagować.

– Czy mogłaby Pani nie robić tego przy stoliku? Goście się skarżą – powiedział i od razu miał ochotę kopnąć się w kostkę. Jak mogli się skarżyć, skoro nawet jeszcze nie zaczęła karmić. Ale przecież to była tylko kwestia czasu i zaczęliby. Zawsze się skarżą. Że wywala cyca, że nieestetyczne, że obrzydliwe.

– Ale dlaczego? – zdziwiła się.

– Niestety właściciel nie zgadza się na karmienie w lokalu. Klientom to przeszkadza. Zapraszam na krzesło, tam w kącie, albo do toalety.

Nie wyglądała na zadowoloną, ale z dwojga złego wolał mieć na głowie jedną wkurzoną klientkę, niż wkurzonego szefa i grupę gości. W końcu wyszła oburzona. Gdzieś pod skórą czuł, że będą z tego kłopoty.

 * * *

Od dwóch dni atmosferę podgrzewa wiadomość o tym, że sąd odrzucił pozew Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego w sprawie Liwii Małkowskiej, która oskarżyła sopockiego restauratora o dyskryminację po tym, jak zakazano jej nakarmienia piersią dziecka przy stoliku w restauracji. Wersje zdarzeń kobiety i obsługi lokalu nieco się rozbiegają – ona twierdzi, że odesłano ją do toalety, oni, że przekazano po prostu prośby innych gości i zaoferowano dyskretnie ustawione krzesło. Ona twierdzi, że jeszcze nawet nie zaczęła karmić i zamierzała zrobić to dyskretnie (odpowiedni strój i apaszka), oni, że goście prosili o dyskretniejsze karmienie. Nigdy nie dowiemy się, jak było w rzeczywistości, ale jedno jest pewne – nasze społeczeństwo ma problem z karmieniem piersią. I to problem naprawdę duży.

 

Na „bohaterkę” całego zamieszania wylała się fala hejtu – że chce wyłudzić pieniądze, że jest awanturnicą, że uważa się za pępek świata, że jest gruba i brzydka (serio, ludzie operują takimi argumentami), że karmiący cyc i jedzące niemowlę są nieestetyczne, że z dzieckiem siedzi się w domu, że w końcu w XXI wieku można dziecku podać butlę zamiast wywalać cyce na widok publiczny itd. Emocje w tej dyskusji sięgają zenitu. Ciche głosy w obronie normalności i naturalności karmienia piersią giną gdzieś w powodzi nienawistnych komentarzy przeciwników karmiących publicznie mam, którzy skarżą się na atakujące ich zewsząd paskudne, obrzmiałe od mleka cyce. W tłumie krzykaczy znajdą się eksperci od karmienia piersią z grona „się nie znam, ale się wypowiem”, sugerujący butelki, nakrycia, planowanie wyjść z zegarkiem w ręku itd., esteci porażeni brzydotą kobiecej piersi, która okazuje się różnić od tej idealnej, formowanej skalpelem czy fotoszopem, oraz moraliści oburzeni bezpruderyjnością i epatowaniem nagością przez bezczelne matki, choć akceptujący panie w seksownej bieliźnie reklamujące blachodachówkę czy myjnie samochodowe. Najbardziej zacietrzewione wydają się jednak panie z grona „ja też mam dzieci, ale w życiu nie karmiłam w miejscu publicznym”, przekonane o tym, że ich życiowe doświadczenie i ich życiowe wybory to jedyna właściwa ścieżka, po której pokornie powinny kroczyć wszystkie inne kobiety. Kobiety wszechwiedzące, znienawidzone ciotki dobra rada, matki wiedzące najlepiej. To one powiedzą ci, czy twoje dziecko powinno mieć czapkę na głowie, przypomną „nie noś, bo się przyzwyczai” i z nieskrywaną satysfakcją obwieszczą, że „ich dzieci nigdy nie krzyczały”. Cieszmy się, że je mamy. Bez nich niechybnie byśmy pobłądziły.

 

W sprawie pani Liwii jest wiele wątków nad którymi można by dyskutować – czy restaurator mógł ją wyprosić ze swojego bądź co bądź lokalu? czy komfort jednego gościa jest ważniejszy od komfortu innego? czy kobieta nie powinna była wybrać lokalu przyjaznego dzieciom? kto ma prawo przesądzać o tym, gdzie jest granica „ostentacyjnego karmienia piersią”, które to określenie pojawiło się w uzasadnieniu wyroku sądu? Pytania można by mnożyć, ale jak dla mnie, w całej tej sprawie nie chodzi tylko o panią Liwię, lecz o kobiety karmiące piersią w ogóle. O samo karmienie piersią jako takie. Z niewiadomych i zupełnie dla mnie niezrozumiałych powodów w naszym społeczeństwie ta całkowicie naturalna czynność stała się nagle tematem tabu, oceniana jest w kategoriach etyczno-estetycznych, piętnowana, krytykowana. Poddawana w pod publiczną dyskusję. I to z użyciem argumentów, po których usłyszeniu nie wiadomo, czy się śmiać czy płakać.

Po pierwsze: „Człowiek nie może spokojnie wyjść z domu, żeby nie oglądać tych roszczeniowych bab karmiących w miejscach publicznych.”

Z ręką na sercu – jak często widujecie kobiety karmiące piersią publicznie?

Ja bardzo, bardzo sporadycznie.

Po drugie: „Wywalają te cycki na ulicy!”

Z ręką na sercu – jak często ich stopień roznegliżowania jest większy niż to, co widzicie w reklamach bielizny wiszących na ścianach kamienic czy witrynach galerii handlowych?

Ja nie widziałam takiej sytuacji nigdy.

Po trzecie: „Nie mam ochoty patrzeć, jak obca baba karmi dziecko.”

Z ręką na sercu – ile razy zdarzyło wam się widzieć kobietę karmiącą piersią w taki sposób i w takiej sytuacji, że autentycznie nie mogliście odwrócić wzroku i popatrzeć na coś innego.

Mi nigdy.

Po czwarte: „Karmiące cyce są brzydkie, obrzmiałe, napuchnięte, z żyłkami”

Z ręką na sercu – czy masz pewność, że twój wygląd jest na tyle idealny, że nie razi nikogo wokół ciebie? Może masz włosy na uszach? Może pryszcze? Może garb? Może nieumyte włosy? Jesteś za gruby albo za chudy? Albo twój antyperspirant niezbyt działa i śmierdzisz? Czy jesteś pewien, że jesteś estetycznie akceptowalny dla każdego?

Ja nie jestem

Po piąte: „Widok karmiącej w restauracji kobiety jest obrzydliwy i odbiera mi apetyt.”

Z ręką na sercu – czy jesteś pewien, że twoje zachowanie w restauracji nikogo nie razi? Może siorbiesz? Mówisz z pełnymi ustami? Chlapiesz zupą po obrusie? Jesteś na randce i założyłaś bluzkę ze zbyt dużym dekoltem? W zbyt ciasnej koszuli wyglądasz jak baleron? A może przyszedłeś prosto z pracy i masz plamy potu pod pachami? Pietruszka utkwiła ci między zębami? Rzucasz sprośne żarty do swojego kumpla przy stoliku? Jesteś pewien, że żaden z gości nie poprosi kelnera, żeby zwrócił ci uwagę?

Ja nie jestem.

Czy nam się to podoba, czy nie, żyjemy w społeczeństwie, a to oznacza konieczność tolerowania innych ludzi z ich zaletami i wadami, pasjami i przywarami, pięknych i brzydkich, mądrych i głupich. Amatorów joggingu i wielbicieli kanapingu przed telewizorem. Abstynentów i piwoszy. Singli i dzieciatych. Korposzczurów i artystów. Karmiących butelką i karmiących piersią. Tylko tolerowanie się nawzajem może nam zapewnić pokojową egzystencję bez bzdurnej szarpaniny i wzajemnych ataków.

 

 

Jestem mamą karmiącą piersią już drugie dziecko. Zdarza mi się karmić w miejscach publicznych nie dlatego, że kręci mnie „wywalenie cyca”, ale dlatego, że moje dziecko czasem robi się głodne wtedy, kiedy się tego nie spodziewam. Jeśli tylko mogę, karmię w miejscu do tego przeznaczonym, bo tak jest bardziej komfortowo dla mnie i dla dziecka. Jeśli takiego miejsca nie ma, karmię tam, gdzie mogę (ograniczonym przypominam, że toaleta nie jest miejscem do jedzenia). Nie okrywam dziecka chustą, bo ono tego nie toleruje. Sama zresztą nie wyobrażam sobie jedzenia pod namiotem z pieluchy – jak mało jest to komfortowe, możecie sprawdzić doświadczalnie. Nie wywalam piersi na wierzch, bo do karmienia nie jest to potrzebne. Karmiłam na plaży, w parku, w kościele (wprawdzie pustym, ale jednak…), w autokarze, a nawet… tak, tak.. w restauracji. Przy stoliku. Co ciekawe, jak się potem okazało, siedzący przy stoliku obok znajomy nawet tego nie zauważył.

 

Prosty fakt jest taki, że w 99% przypadków rozwiązanie problemu z publicznym karmieniem piersią jest bardzo proste – wystarczy się nie gapić. Więc kiedy zobaczysz dziewczynę, która z rumieńcem na twarzy próbuje nakarmić wrzeszczącego malucha, nie parskaj z oburzeniem, tylko po prostu odwróć wzrok. Ona na pewno jest bardziej zakłopotana niż ty. A jeszcze lepiej, po prostu się do niej uśmiechnij, żeby wiedziała, że i ona ma prawo do kawałka przestrzeni publicznej.

 

Foto: Lorenzo di Credi  „Madonna del latte”, Muzea Watykańskie

 

Reklamy