Jeśli jest jakaś rzecz, o której marzą wszystkie matki siedzące (hehehe…) w domu z małymi dziećmi, to jest to niewątpliwie czas. Czas dla siebie. Choćby 15 minut dziennie na wypicie ciepłej kawy, wyciągnięcie się w fotelu z gazetką czy depilację brwi bez wiszącego u nogi malucha. Głęboko wierzymy, że kołowrotek, w którym bez przerwy się kręcimy, jest nie do zatrzymania, ale prawda jest taka, że czas dla siebie można znaleźć, jeśli tylko zmodyfikuje się pewne nawyki. Krótko mówąc, trzeba wiedzieć, gdzie i jak oszczędzać cenne minuty, żeby zrobić z nich pół godzinki tylko dla siebie. Czy zechcecie przeznaczyć je na intelektualny rozwój, czy też na bujanie się w hamaku, to już zupełnie wasz wybór. Nikogo nie osądzam 🙂

Jak już kiedyś pisałam, pewnego pięknego dnia – zostając sama w domu z Młodszą – odkryłam, że mam jakoś dużo czasu na wszystko. To było aż podejrzane. W analogicznej sytuacji dwa lata temu, kiedy byłam sama ze Starszą, miotałabym się pewnie bez sensu, żeby wieczorem paść z poczuciem, że znowu nic nie udało mi się zrobić do końca i na spokojnie. Że już o wypiciu ciepłej herbaty i przeczytaniu gazety nie wspomnę. Dzisiaj wszystko jest inaczej. Nastał nowy świat 😉 I choć nie mogę podzielić się swoim doświadczeniem z dawną mną, to może którejś świeżo upieczonej mamie dziecka pierwszego lub jedynego, przyda się kilka sugestii. You`re welcome!

  1. Daj sobie spokój z wyidealizowaną wizją macierzyństwa

Jeśli wierzyć telewizyjnym reklamom, macierzyństwo polega na nieustannym byciu przy dziecku – w zależności od wieku dziecka będzie to ciągłe przyglądaniu się maluszkowi, głaskanie, przytulanie, kołysanie, budowanie wież z klocków, czytanie bajek itd. No cóż… Oczywistym jest, że to wszystko jest potrzebne w macierzyństwie, stanowi jego esencję i urok, ale… Dziecko może czasem pobyć samo, może się samo sobą zająć, może w końcu towarzyszyć ci w wykonywaniu pewnych czynności. Żeby było jasne – absolutnie nie zachęcam do pozostawienia dziecka samemu sobie, kiedy wyraźnie daje ci do zrozumienia, że potrzebuje twojej bliskości czy towarzystwa (czy to płaczem czy marudzeniem). Ale jeśli dziecko spokojnie sobie leży, gada do siebie, przygląda się swojej rączce, to naprawdę nie musisz przez cały czas mu towarzyszyć. Te 5 czy 10 minut możesz poświęcić na zrobienie czegoś dla siebie – wypicie herbaty, przeczytanie kilku stron książki, umycie włosów. Często zresztą sama twoja obecność w pobliżu malucha uspokoi go na tyle, że nie będzie wymagał żadnej aktywności z twojej strony. Skorzystaj z tego. Potrzymaj go za rączkę czy pogłaszcz po brzuszku, drugą ręką przewracając kartki „projektowanie stron www dla opornych” albo rozwiązując ćwiczenia z angielskiego.

  1. Zachustuj się (lub zanosidłuj)

Dziecko potrzebuje bliskości mamy a mama potrzebuje bliskości dziecka. Zwłaszcza jeśli to pierwszy maluszek i macierzyństwa uczymy się od podstaw. Ale mama potrzebuje też czasu, żeby przygotować sobie coś do zjedzenia, wstawić pranie, poodkurzać, wysłać list czy zrobić zakupy w ulubionej drogerii. Nie wiem, jak u was, ale moje dzieci najwięcej noszenia i przytulania domagają się właśnie wtedy, kiedy koniecznie muszę coś zrobić. W takich sytuacjach chusta lub dobre nosidło okazują się zbawienne. Nie namawiam do stania nad gorącymi garnkami z dzieckiem w nosidle, ale już wieszanie prania czy odkurzanie na pewno da się zrobić, a maluchy są często bardzo zainteresowane takimi codziennymi czynnościami. Bliskość rodzica uspokaja i relaksuje malucha, który chętniej odkrywa i poznaje świat dookoła. A poza tym, szum odkurzacza może się też okazać dobrym usypiaczem 😉

Wybór między chustą a nosidłem należy do rodzica, ale należy pamiętać, że w nosidłach (koniecznie ergonomicznych, a nie tzw. wisiadłach) nosimy tylko dzieci, które potrafią już same usiąść! Chusta sprawdzi się przy maluszku (można w niej nosić nawet noworodki), ale trzeba się upewnić, że potrafimy ją odpowiednio zawiązać, żeby nie skrzywdzić dziecka i swoich pleców. Chustować można też oczywiście starsze dziecko, ale ja osobiście wolę nosidło, bo można je szybciej założyć i zdjąć. To pewnie kwestia wprawy, ale wiązanie chusty np. jesienią w parku zdecydowanie mnie przerasta (te pasy materiału ciągnące się po błocie:/), podczas gdy nosidło zapinam dwoma kliknięciami i ruszam w drogę.

  1. Rób maksymalnie dużo razem z dzieckiem lub przy dziecku

Mamy tendencję do przekładania maksymalnie wielu czynności „na później”, „kiedy dziecko zaśnie”, „kiedy babcia wpadnie do malucha” itd. Zupełnie niepotrzebnie. Oczywiście są pewne czynności, których wykonywanie przy dziecku, zwłaszcza ruchliwym, jest niebezpieczne (ja np. nigdy nie prasuję kiedy dzieciaki są w „stanie czynnym”), ale całe mnóstwo domowych obowiązków możecie wykonać albo razem z dzieckiem, albo obok niego. Czynności, które dla nas są codzienną nudą i niczym nadzwyczajnym, dla malucha mogą być ciekawym odkryciem, wyzwaniem, zabawą. Moje córki uwielbiają wrzucanie prania do pralki, dopasowywanie skarpetek, odkurzanie, zmywanie talerzy czy mycie okien. Wiadomo, że angażowanie dzieciaków sprawia, że pewne czynności wydłużają się, albo bardziej komplikują. Pozostaje pytanie – dokąd się tak śpieszysz z tym odkurzaczem czy mopem? Możesz poodkurzać salon przed południem z dzieckiem w 15 minut albo sama wieczorem w 5 minut. W tym pierwszym przypadku zyskujesz 15 minut wspólnej zabawy, w drugim tracisz 5 minut tylko dla siebie. Trudny wybór, nie?

  1. Pięć minut to NIE jest za mało czasu

Większość z nas dąży do robienia rzeczy od początku do końca za jednym zamachem, nie lubimy przerywać pracy, żeby wrócić do niej za chwilę. Mam tylko 5 minut, nie opłaca mi się nawet za to zabierać, bo i tak nie skończę – mawia czasem mój małżonek, a ja tylko się uśmiecham, bo wiem, że z takim podejściem po prostu bym przepadła. Jasne, są sprawy, które wymagają skupienia uwagi i spokoju (choćby wypełnianie PIT-a), ale większość domowych obowiązków można spokojnie wykonać na raty. Dzieci się sobą zajęły? Umyj trzy talerze, zanim zaczną się tłuc o misia. Oglądają książeczkę, obierz kilka ziemniaków, albo zetrzyj kurz z półki pod telewizorem. Budują z klocków, masz 2 minuty na przetarcie umywalki, która woła o czyszczenie od trzech dni. Nie lubisz myć naczyń czy sprzątać na raty? Ja też nie lubiłam. Ale wiem, że te wykradzione niepostrzeżenie minuty składają się pół godziny czy godzinę, którą wieczorem możesz poświęcić na coś przyjemnego zamiast w popłochu szaleć na szmacie, żeby odgruzować mieszkanie, zanim wybije północ.

Ważna rzecz – nie uważam, żeby wysprzątane na błysk mieszkanie było najważniejsze, ale jakiś podstawowy poziom higieny należy jednak zachować. Okna myję 3 razy w roku, ale jednak częste odkurzanie czy regularne mycie podłóg jest przy małych dzieciach niezbędne. Czy nam się to podoba, czy nie 🙂

Się rozpisałam, a to wcale jeszcze nie koniec. Dajmy sobie chwilę na przyswojenie tej garści pomysłów, a z kolejnymi rozwiązaniami dla sprytnej matki wracam niebawem.

Reklamy