Od kiedy pamiętam wigilia była moim ulubionym dniem w roku. Także pod względem kulinarnym. Co tu kryć, jestem i byłam zawsze łasuchem, a te wszystkie pyszności pichcone przez mamę od samego rana podsycały niecierpliwe oczekiwanie na wieczór, na ten moment, kiedy wreszcie zasiądziemy do stołu i chwycimy za widelce, za łyżki… Aż pewnego dnia wszystko runęło jak domek z kart. Czy na zawsze? – pytałam samą siebie.

 

Cały tekst został przeniesiony na stronę http://www.pozytywnydom.com –> KLIK

Reklamy