Wiedziałam, że ten moment kiedyś nadejdzie. Że prędzej czy później moja mała córeczka pożegna Dorkę Potworkę i misia Rysia, żeby zapałać miłością do kogoś zupełnie innego. Wiedziałam, że przyjdzie taka chwila, że miejsce rozkosznych śpioszków i kaftaników zastąpią eleganckie suknie, pantofelki i naszyjniki. Że zamiast opowieści o przygodach małej żabki i sroczki, co kaszkę warzyła, przyjdzie mi słuchać o pocałunkach i zazdrosnych rywalkach. Wiedziałam, ale nie spodziewałam się, że to nastąpi tak szybko. O jeżu przesłodki, przecież ona ma dopiero trzy latka!

 

Nie potrafię nawet powiedzieć, kiedy to się dokładnie stało. Jedne niefortunnie wybrane puzzle, jedna bezmyślnie zakupiona książeczka i oto są, nastąpiła inwazja, gang księżniczek opanował nasze przytulne mieszkanko. W swoich różowych karetach, powiewnych sukniach i gubiących się pantofelkach wparowały do naszego salonu i rozgościły się. Chyba na długo… Oby nie na zawsze! Na początku była Merida Waleczna, co przyjęłam bez obaw, bo w końcu to bohaterka mocno odbiegająca od księżniczkowych stereotypów. Potem przypłynęła syrenka Ariel, ale jej wdzięczne machanie ogonkiem w sumie mnie wzruszyło, bo kiedyś była to przecież moja ukochana bohaterka, która oddała palmę pierwszeństwa dopiero Baśce Wołodyjowskiej… Okazało się jednak, że to delikatne uchylenie drzwi otworzyło lawinę, której nie dało się już powstrzymać. Otwieram oczy, Śpiąca Królewna wyciąga się obok mnie na łóżku. Przewracam się na drugi bok, Śnieżka z krasnoludkami tańczą w najlepsze na kanapie. W kuchni Kopciuszek, wygrzebując groch z popiołu, właśnie wywalił na podłogę zawartość śmietnika. W łazience Roszpunka w wannie-łódce wypływa podziwiać lampiony, w przedpokoju Tiana całuje żabę. Nawet w kibelku nie ma spokoju, bo przecież tam właśnie Bella ukrywa się przed straszną Bestią. No, mamooo, co Ty? Nie wiesz?

 

Jestem tolerancyjną mamą. Cierpliwie czytam o królewnie Śnieżce po raz 14 w ciągu jednego popołudnia (mamooo… nie zasypiaj!). Tymi rękoma uszyłam sukienkę Kopciuszka i Belli (mamoooo… a uszyjesz mi jeszcze sukienkę Ariel?). Ulepiłam z modeliny księżniczki z książętami w komplecie (mamooo… a czemu ten Filip się ciągle przewraca?). Odgrywam jednocześnie księcia, złą macochę, łowczego i siedmiu krasnoludków (mamoooo, ale Gburek przecież też musi płakać!). Oddycham głęboko, kiedy po całym dniu gimnastyki teatralno-bajkowej widzę, jak mój prywatny małżonek i moja prywatna księżniczka „bawią się” w Flynna i Roszpunkę, leżąc na podłodze przez 15 minut. Bez słowa. Bez ruchu. Po prostu leżą… Czujecie? A potem ona mówi, że jednak w księżniczki to najlepiej się bawi z tatusiem… Oddycham głęboko, powtarzam sobie, że to taka faza i że to minie. Że wszystkie córeczki to przechodzą. Ale czasami naprawdę, kiedy po raz fyfnasty w ciągu godziny słyszę „mamoooo… pobawmy się w Śnieżkę”, po prostu ulewa mi się tymi księżniczkami.

 

Nie zrozumcie mnie źle, sama kiedyś kochałam księżniczki i zmuszałam moją mamę do zagłębiania się w ich świat. Mam nadzieję, że mi to wybaczyła. Teraz, gdy jestem w jej butach, w głowie kołacze mi się jedno tylko pytanie: dlaczego one muszą być tak totalnie, bezdennie durne? OK, może trochę generalizuję. Może Merida jest dzielna, może Ariel wykazuje się jakąś inicjatywą, Bella jest odważna a Roszpunka rezolutna. Może są w nich jakieś plusy. Ale, na litość boską, Śpiąca Królewna, Kopciuszek i Śnieżka mają chyba siano zamiast mózgu. Popatrzcie obiektywnie – Kopciuszek zasuwa w domu macochy, niekochany i pomiatany, ale spokojnie godzi się ze swoim losem. Poznaje księcia, który zakochuje się w nim na widok pięknej sukni i kryształowych pantofelków. A potem malutka stópka pozwala mu zapewnić sobie miejsce na tronie u boku wyśnionego ukochanego. Ludzie… no proszę…

Albo Aurora (to ta od spania). Od dzieciństwa ciąży na niej klątwa, że ukłuje się w palec wrzecionem i umrze. Zamiast – jak nakazywałaby logika – od małego uczyć ją (choćby w teorii), jak wygląda wrzeciono i kazać jej trzymać się od nich z daleka, król każe usunąć niebezpieczne przedmioty z kraju i nie wspomina córce o zagrożeniu (no w sumie… po co bidulkę stresować…) W efekcie, kiedy tylko tajemnicze ustrojstwo pojawia się na jej drodze, księżniczka kłuje się palec i zasypia. Granice głupoty sięgają jednak dalej – laska śpi przez sto lat, a budzi ją pocałunek nieznajomego faceta. Wyobraźcie to sobie dokładnie – śpicie sobie w najlepsze, a nagle budzi was pocałunek jakiegoś nieznajomego gościa. Ja bym miała zupełnie inny odruch niż rzucenie mu się w ramiona i poślubienie go. Co za facet na widok leżącej nieznajomej zaczyna ją całować?!? To samo Śnieżka – wiedząc, że macocha próbowała ją zabić, bierze jabłko od nieznajomej staruchy i zjada je. Toż to nawet krasnoludki ją ostrzegały, że w lesie jest niebezpiecznie i żeby nie otwierała drzwi nieznajomym! I potem znowu to całowanie – laska leży w szklanej trumnie (!!!), a książę od razu postanawia ją pocałować. Nekrofil, czy co? A ona oczywiście od razu wsiada z nim na konia i jedzie do jego zamku. Bez zastanowienia, czy za chwilę nie dołączy do jego kolekcji zwłok do całowania. Także ten…

 

Wiem, że bajki i baśnie o księżniczkach są dla ludzi. Wiem, że każdy z nas przeszedł przez ten etap. I że to mija. Ale ostatnio mam ochotę przyznać sobie medal za każdy kolejny dzień z księżniczkami. Nie wymagam, żeby odeszły na zawsze, ale byłabym szczęśliwa, gdyby zrobiły choć trochę miejsca innym bohaterom. Naukowcy zgodnie twierdzą, że zabawa z rodzicem rozwija dziecko, pozwala mu lepiej rozumieć świat. Historie o księżniczkach nie są w tym kontekście dobrym materiałem. Trzeba głęboko kopać, żeby znaleźć aspekty edukacyjne, pokazać mądrość, która nie byłaby naciąganą nadinterpretacją. Trudno jest opowiedzieć świat z perspektywy dziewczynek, które serca mają równie dobre, jak głowy puste. Kiedy na pytanie „mamusiu, a dlaczego ona tak zrobiła?”, jedyne, co przychodzi ci do głowy, to „bo jest tępą dzidą, kochanie”.

Reklamy