W założeniu ten tekst miał być skierowany do mam długo karmiących piersią, ale, jak się okazuje, „długo” to pojęcie bardzo względne i z takimi uwagami mierzą się mamy na wszystkich etapach mlecznej drogi. Jak Monika, której renomowany neonatolog zasugerował odstawienie w 3 miesiącu życia dziecka, Alicja, której wykład o karmieniu roczniaka zrobił ortodonta, czy Paulina słuchająca o „wypaczaniu psychiki” trzyletniego synka. Sama też należę do tego grona, bo gdybym za każde „to Ty jeszcze karmisz?” dostawała złotówkę, to odłożyłabym niemałą sumkę. Na początku mnie to ruszało, ale teraz – przy drugim już ssaku w dorobku – wyrobiłam sobie grubą skórę i jestem przygotowana na odparcie wszystkich życzliwych porad. Jeśli nie wiesz, co powiedzieć, kiedy „przemiła” sąsiadka wyjeżdża ze swoimi mądrościami, to może przyda ci się kilka podpowiedzi.

Po 3 miesiącach/6 miesiącach/ roku to już tylko woda

Tutaj jest łatwo, bo wystarczy powołać się na zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia i wszystkich liczących się organizacji pediatrycznych, które są w tej kwestii zgodne. Do szóstego miesiąca życia karmimy dziecko wyłącznie piersią, do roku mleko mamy pozostaje podstawą żywienia, której towarzyszy stopniowe wprowadzanie innych pokarmów. Karmienie piersią kontynuujemy do 2 roku życia lub dłużej, jeśli mama i dziecko mają na to ochotę. Badania dowodzą, że wartość mleka mamy nie maleje z czasem, a powtarzane przez wielu „ekspertów” sugestie o magicznej przemianie mleka w wodę na pewnym etapie karmienia, są po prostu bzdurą.

Uprzedzając dalszy ciąg „mądrości” – zalecenia WHO nie dotyczą krajów trzeciego świata, ale karmienia dzieci na świecie w ogóle, a mleko mamy jest najlepszym pożywieniem tak samo dla małego Polaka, jak Senegalczyka czy Meksykanina.

PS. Jeśli uwagę o zbyt długim karmieniu wypowiada lekarza, zaczynamy odpowiedź od „jak ZAPEWNE pan doktor wie, najnowsze zalecenia WHO dotyczące karmienia…”. U mnie zadziałało wybornie 🙂

Mleko modyfikowane ma żelazo, bifidusy, cudusy i inne fikusy. W telewizorze mówili!

Ten tekst denerwuje mnie osobiście najbardziej, bo sama nieomal padłam ofiarą kampanii reklamowych mleka w puszce. Biję się w piersi – od początku chciałam karmić piersią dziecko, ale zupełnie się do tego nie przygotowałam. Tzn. założyłam, że to żadna filozofia, więc nawet nie poczytałam na ten temat. W skutek czego byłam przekonana, że warto karmić tylko do 6 miesiąca życia malucha, bo potem mleko modyfikowane jest rozwiązaniem bardziej wartościowym. Taka wizja utkwiła mi gdzieś pod czaszką pod wpływem telewizyjnych reklam z baletnicami i innymi wspinaczami. Mnie na szczęście w porę oświeciło, ale wielu z moich rozmówców nie. Ile ja się nasłuchałam o różnych cudownych puszkach, po których dziecko Basi nie miało problemów z brzuszkiem, dziecko Zosi od razu przybrało na wadze, a dziecko Hani zaczęło przesypiać całe noce. Już nie mówiąc o tym, że będą w przyszłości geniuszami

Podsumujmy krótko: mleko modyfikowane zostało stworzone jako substytut mleka mamy dla tych dzieci, które z jakichś powodów nie mogą być karmione piersią; jest więc zamiennikiem, ale zamiennikiem niedoskonałym, bo właściwości mleka kobiecego są nie do podrobienia z jednego prostego powodu – podczas gdy mleko modyfikowane ma swoją określoną i niezmienną formułę (tzn. wszystkie dzieci karmione mlekiem X dostają taki sam napój o każdej porze doby), mleko mamy dopasowuje się do dziecka – jego skład zmienia się w zależności od pory karmienia, wieku dziecka, jego indywidualnych potrzeb, stanu zdrowia itd. Jasne, mlekiem z puszki dziecko też się naje, ale to pijąc mleko mamy dostaje to, co dla niego najlepsze. To tak jak z samochodami – możesz pojechać na wakacje polonezem bez klimatyzacji albo wypasionym mercedesem – dojedziesz jednym i drugim, ale standard jest bez porównania.

Mleko w proszku leczy alergie, kolki itd.

Mleko w proszku to NIE jest lekarstwo. Tyle w tym temacie.

Genialnie pisze o tym hafija TUTAJ

Skrzywisz dziecku psychikę

Chyba nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy mają czelność sugerować, że karmienie piersią ma w sobie jakieś podteksty seksualne. Choć nasze społeczeństwo wydaje się o tym zapominać, piersi mają jedno, podstawowe zadanie – służą do karmienia potomstwa (dlatego przecież jesteśmy ssakami). Wszystkie inne funkcje są drugorzędne. Co więcej, obiektem seksualnym piersi są dla dorosłych, a nie dla dzieci, którym kojarzą się po prostu z jedzeniem, ciepłem, bezpieczeństwem, pełnym brzuszkiem. Patrząc na „cycusie” mamy , dziecko nie myśli „seksbomba”, tylko „jedzonko”. Niezależnie od tego, czy jest dziewczynką, czy też chłopcem.

Choć nie wątpię, że producenci mleka modyfikowanego daliby się pokroić za coś takiego, nie ma żadnych badań, które dowodziłyby, że długie karmienie piersią może w jakiś sposób wypaczyć psychikę dziecka. Niezależnie od jego płci. Jeśli ktoś zaczyna rzucać „kompleksami Edypa” i innymi terminami, których pewnie sam nie rozumie, poproś o źródła. Niechybnie okaże się, że mówiła tak bezdzietna córka sąsiadki, której powiedziała o tym ciocia wujka znajomych. Domorosłym Freudom serdecznie dziękujemy!

Jak go/ją przyzwyczaisz, to potem nigdy się nie oduczy

Wiadomo – na ulicach pełno jest dorosłych ludzi uzależnionych od karmienia piersią. Gdzie się nie obejrzysz, jakiś czterdziestolatek z sutkiem w ustach kończy właśnie lunch. I te nastolatki, które na maturę przychodzą z mamusią, bo karmienie wypada akurat w środku egzaminu maturalnego… Oszaleć można, proszę pana!

A tak serio – jak słyszę teksty straszące mnie uzależnieniem dziecka od cyca (np. „jak pójdzie do szkoły, to sobie nie dacie z tym rady”, „lepiej odstaw już teraz, bo w przedszkolu to będzie dramat”), to nie wiem, czy się śmiać czy płakać. Dzieci stopniowo wyrastają ze wszystkiego, z butów, zabawek, gaworzenia, nocnika. Z cyca też wyrosną, bez obaw.

Teraz to już robisz to tylko dla siebie

Jasne, że tak – latam za dzieckiem z cycem i na siłę pakuję mu do buzi, chociaż ono biedne wcale nie chce. Dzięki temu mam chociaż tę jedną rzecz, która łączy mnie z dzieckiem, bo przecież na co dzień nie zajmuję się nim, nie usypiam, nie przytulam, nie ubieram, nie kąpię. Nic przy nim nie robię, więc chociaż tym karmieniem uciszam swoje wyrzuty sumienia.

Bądźmy szczerzy – w pokoleniu naszych babć (podobnie jak do dziś w różnych dzikich plemionach) długie karmienie piersią nie było niczym dziwnym, było naturalną koleją rzeczy (mój tata do dziś pamięta, jak – jako czterolatek – przynosił sobie stołeczek, żeby wygodnie usiąść przy mamie na czas karmienia). W pokoleniu naszych rodziców to się niestety zmieniło i to z różnych powodów. Dzisiaj w naszym kręgu kulturowym na długie karmienie piersią decydują się kobiety, dla których jest to wybór świadomy i przemyślany. One wiedzą, że karmienie piersią jest najlepszym, co mogą dać dziecku i dlatego wybierają taką drogę, dla wielu zresztą wcale niełatwą. Nie robią tego dla siebie, tylko dla dziecka. A poza tym – co złego w tym, że i kobieta czerpać może przyjemność z karmienia piersią (i nie mam tu na myśli nic seksualnego!), z bliskości dziecka, z tych niepowtarzalnych, pięknych chwil, które należą tylko do niej i do maluszka. To przecież tak się buduje bliskość, tak się tworzy więź, która może być podstawą wspaniałej, opartej na miłości relacji za zawsze.

Że dziecko jest dobrem narodowym, a każdy wokół rości sobie prawo do dawania dobrych rad, nie muszę przekonywać pewnie żadnej mamy. Czy chodzi o sposób ubierania, wychowywania, usypiania czy w końcu karmienia, w naszym kraju mamy samych ekspertów, którzy – czy chcesz, czy nie chcesz – wskażą ci właściwą drogę postępowania. Czy raczej uświadomią, że wybrałaś niewłaściwą. Przychodzi chwila, kiedy na widok sąsiadki-ekspertki czy „życzliwej” znajomej masz ochotę schować się w krzakach i udawać, że nie istniejesz. W takiej sytuacji warto pamiętać, że, o ile są osoby, którym mamy ochotę czy potrzebę wyjaśnić pewne kwestie, o tyle wcale nie musimy tłumaczyć się każdemu ze swoich wyborów. Niektórym na pytanie „To Ty jeszcze karmisz?”, możemy odpowiedzieć po prostu: „Nie! Głodzę.”

Reklamy