Choć zabrzmi to banalnie, urodzenie drugiego dziecka jest doświadczeniem szczególnym. Łączy w sobie znane i nieznane, odkryte i niezbadane. Jest jednocześnie radosne (będzie nowy malutki człowieczek!) i przerażające (trzeba go najpierw donosić i urodzić!). Z jednej strony jesteś już mamą, więc wiesz czego się spodziewać. Z drugiej, zapewniam cię, nie masz zielonego pojęcia, co cię naprawdę czeka!

Jest łatwiej…

… bo stajesz wprawdzie na początku nowej przygody, ale przebyłaś już wcześniej podobną ścieżkę, znasz kamienie milowe i najważniejsze zakręty. Ręce wciąż pamiętają, jak zmienić pieluszkę bez zapalania lampki nocnej, wyciągnąć mokrego niemowlaka z wanienki, pomasować obolały brzuszek. Nawet jeśli minęło klika lat, to jest jak jazda na rowerze, tego się nie zapomina. W tych małych, codziennych czynnościach czujesz się pewnie, a to pozwala ci się cieszyć macierzyństwem od pierwszych chwil. Pamiętam jak dziś, jakie przerażenie poczułam, kiedy po raz pierwszy zostałam ze Starszą w domu. Zupełnie sama. Tuż po powrocie ze szpitala. Ciężar odpowiedzialności był przygniatający. W głowie wątpliwości – a co jeśli nie dam sobie rady? Przy drugim dziecku takiego momentu nie miałam. W końcu przecież byłam już mamą, wiedziałam, czego się spodziewać, znałam kilka trików ułatwiających życie w sytuacjach kryzysowych. Mogłam po prostu skupić się na maluchu, cieszyć pierwszymi wspólnymi chwilami z poczuciem, że dam sobie radę. Że WIEM, jak się nim zająć.

Jest trudniej…

… bo czasem zaskakuje cię, jak bardzo ten nowy przecież człowiek może się różnić od tego malucha, którego już znasz. Kiedy nocny atak płaczu próbujesz ukoić wypróbowanym na pierworodnym bujaniu, a to NIE działa. Kiedy podajesz sprawdzone przecież kropelki na ból brzuszka, a one NIE działają. Kiedy okazuje się, że przetestowane po wielokroć kołysanki nie tylko NIE działają, a wywołują jeszcze gorszy atak płaczu. To są takie chwile, gdy czujesz nagle wielkie zwątpienie w swoje możliwości. I zniechęcenie, że trzeba zacząć od nowa, znaleźć nowe metody i nowe ścieżki. Wspiąć się na wyżyny inwencji twórczej. O drugiej w nocy to może wcale nie być takie łatwe. Ale nie martw się – to naprawdę szybko minie.

Jest łatwiej…

… bo nabyte doświadczenie pozwala ci wykonywać codzienne czynności pielęgnacyjne szybciej i sprawniej. Bo zmiana tysięcznej pieluszki idzie szybciej niż piątej w życiu. Bo gotowanie obiadu z dzieckiem na ręku to żadna nowość, a odkurzanie z niemowlakiem w chuście staje się czymś absolutnie normalnym.

Jest trudniej…

… bo masz teraz pod opieką dwoje dzieci i czasem czujesz, że na tym etapie życia matkom powinna wyrastać trzecia ręka. Bo kiedy niemowlę właśnie zasypia, starszak akurat chce siusiu i potrzebuje twojej pomocy. Zanim wypracujesz sobie nowy rytm codziennej egzystencji, zanim wdrożysz wygodne dla waszej trójki rozwiązania, wpadasz w studnię zwątpienia. Kiedy płaczą oboje, a ty nie wiesz, które utulić najpierw. Kiedy jedno ulało, a drugie wylało sok na sweter. Kiedy jedno nie chce być w wózku, a drugie protestuje w nosidle. Miotasz się w panice, próbując zapanować nad sytuacją i wyrzucasz sobie w myślach „po co mi to było?”. Ale nie martw się – to też naprawdę szybko minie.

Jest łatwiej…

… bo masz już pewne zaplecze logistyczne i nie musisz znowu przekopywać się przez oferty tych wszystkich sklepów dla dzieci. Nie zrozum mnie źle – miło jest wybierać maleńkie buciki i miniaturowe kaftaniki, ale konieczność pamiętania o tych wszystkich wanienkach, aspiratorach, przewijakach, materacykach przytłacza wiele mam. Teraz te najbardziej potrzebne rzeczy już posiadasz. Co więcej, wiesz też, które gadżety są zbędne i być może zdążyłaś się ich już pozbyć. Teraz możesz po prostu odświeżyć dziecięcą garderobę, uzupełnić braki, wymienić nietrafione zakupy. Jesteś bardziej świadoma. Już wiesz, że nie dobiera się wózka do koloru płaszcza, a torba spacerowa musi pomieścić pierdylion rzeczy. Że tamte pieluchy to badziew, za to te chusteczki są świetne. I w jakim foteliku samochodowym twoje dziecko będzie bezpieczne.

Jest trudniej…

… bo na pewno stałaś się bardziej wybredna. Teraz wiesz, jakie cechy powinien posiadać idealny wózek, i z bólem serca patrzysz na jego cenę, zastanawiając się, czy zostać przy posiadanym „jakoś ujdzie” czy zapłacić za wózkowe ferrari. Bo ciągnie cię do tych półek z małymi ubrankami, zachwycasz się rajstopkami w dinozaury, a jednocześnie wiesz, że komody szuflady przepełnione są ciuszkami w tym samym rozmiarze. I musisz kopać się w myślach w kostkę, żeby nie ulec pokusie po raz kolejny.

Jest łatwiej…

… bo dużo szybciej, niż się spodziewasz, twoje dzieci zaczną bawić się razem. Wymieniać się zabawkami, łaskotać, grać w piłkę, budować wieże z klocków, oglądać książeczki. Albo zjadać plastelinę. Ich uwaga skupi się choć na jakiś czas gdzieś poza tobą, a ty będziesz z uśmiechem i rozrzewnieniem obserwować, jak się przytulają i śmieją z czegoś, co tylko one potrafią zrozumieć.

Jest trudniej…

… bo dużo szybciej, niż się spodziewasz, przyjdzie ci pełnić rolę arbitra. Słuchać ciągle „mamo, a on mi zabiera”, „a ona mnie bije”, „on mi przeszkadza”. Bo, nawet jeśli starszaka przygotujesz odpowiednio na nadejście młodszego, nie unikniesz zazdrości o brata czy siostrę (i uwaga – zazdrosny może być zarówno starszy, jak i młodszy). Bo oprócz codziennego budowania swojej relacji już nie z jednym, a z dwójką dzieci, będziesz musiała zatroszczyć się także o relacje między rodzeństwem.

Jest łatwiej…

… bo już wiesz, że zasypią cię dobre rady, z których niewielki tylko procent wyda ci się przydatny. Bo jesteś przygotowana, że niektórzy będą uważać, że wszystko robisz źle, i masz to gdzieś. Wierzysz w swoje wybory, przetestowałaś je, wiesz, co się sprawdziło, a co trzeba zmienić. Teraz już nie tak łatwo podkopać twoją matczyną wiarę w siebie. Teraz już nikt nie powie ci, że wie lepiej, bo wychował dzieci, a ty nie. Witaj po stronie tych z doświadczeniem.

Jest trudniej…

… bo twoje pokłady asertywności i tolerancji dla cioć złota rada są być może na wyczerpaniu. Coraz mniej chce ci się słuchać, że czapeczka, że skarpetki, że zupa nie taka. Łatwiej o konflikt, o zgryźliwy komentarz, łatwiej o wybuch. Emocji albo śmiechu. Ale może akurat to wcale nie jest taki minus?

Jest łatwiej…

… bo pewne kwestie już przemyślałaś. Wiesz, czy chcesz chustę czy wózek. Czy wolisz kary i nagrody, czy może jednak naturalne konsekwencje. Czy dziecko może spać z tobą, czy raczej będziesz odkładać je do łóżeczka. Kiedy i jak rozszerzać dietę. Oczywiście, nowe wątpliwości i pytania pojawią się nieuchronnie, ale dużą część ogólnych problemów nurtujących matki już przemyślałaś.

Jest trudniej…

… bo jesteś teraz bardziej świadoma. Wiesz więcej, a więc mocniej czujesz ciężar odpowiedzialności za to życie, które kształtujesz i którego przyszłość w znacznym stopniu determinujesz. Nauczyłaś się, jak ważne są te pierwsze wspólne chwile, jak wiele mogą znaczyć pozornie nieznaczące gesty i zachowania rodzica. Że nieświadomie czasem możesz wyrządzić krzywdę. I martwisz się, czy aby na pewno jesteś dobrą mamą dla nich obojga. Czy poświęcasz im wystarczająco dużo czasu? Czy traktujesz tak samo? Czy żadne z nich nie czuje się pokrzywdzone?

Jest łatwiej…

… bo masz w sobie więcej luzu. Już nie wyparzasz codziennie smoczka, nie zaczynasz każdego ranka od odkurzania, nie wpadasz w panikę, kiedy dziecko przemoczy skarpetki. Nauczyłaś się, że dom to nie laboratorium, nie musi by sterylny. A ręce zamoczone w kałuży nie są śmiertelnym zagrożeniem. I że jak dziecko za twoimi plecami poliże śnieg, to nie odpadnie mu od tego język.

Jest trudniej…

… bo czasem wyrzucasz sobie, że może jednak za mało się starasz. Że przecież pierworodnemu prasowałaś ubranka do pierwszych urodzin, a przy młodszym poddałaś się po czterech miesiącach. I że ten pierwszy nie znał smaku cukru do drugiego roku życia, a ten drugi wygrzebał gdzieś czekoladę i i skonsumował ją w 11 miesiącu. Że pozwoliłaś mu bawić się brudnymi przecież butami na rzepy, żeby w spokoju rozwiesić pranie i zrobić siusiu. Gdzie jest granica bycia wyrodną matką? – zastanawiasz się, dając mu kukurydzianego chrupka, bo znowu jesteś spóźniona z obiadem.

Jest łatwiej…

… bo już wiesz, jak nieskończenie można kochać tego małego człowieka. Jak wiele masz w sobie siły, cierpliwości, gotowości do poświęcenia. Bo czujesz, że dla niego mogłabyś przenosić góry, a jeden bezzębny uśmiech wynagrodzi ci wszystkie nieprzespane noce. Bo wiesz, że te trudne chwile szybko mijają, a w głowie zapisują się te piękne, dobre, pełne uroku i ciepła.

Jest trudniej…

… bo boisz się, czy to drugie będziesz potrafiła kochać tak samo, jak pierwsze. Gładząc rosnący brzuch, dla którego pewnie nie masz tyle czasu, ile w czasie pierwszej ciąży, zastanawiasz się, czy Twoje serce jest w stanie pomieścić jeszcze więcej uczucia, otworzyć się na drugie istnienie. Martwisz się, czy oszalała z miłości do tego pierwszego, będziesz potrafiła oszaleć także na punkcie drugiego. Jeszcze nie wiesz, że wystarczy pierwsze spojrzenie w oczy maleństwa, żeby twoje serce – jakimś cudem – zwiększyło swoją objętość dokładnie dwukrotnie. Na szczęście dowiesz się bardzo szybko.

Urodzenie pierwszego dziecka zmienia twoje życie dramatycznie. Spałaś – nie śpisz. Imprezowałaś – nie imprezujesz (albo imprezujesz znacznie mniej). Pracowałaś na pełnych obrotach – zaszywasz się w domu i skupiasz na maluchu. Miałaś wszechstronne zainteresowania – twoje myśli obracają się wokół kupek, kolek, karmień i pieluszek. Piłaś gorącą kawę – siorbiesz zimną melisę. Z czasem oczywiście życie wraca do pewnej normy, ale pierwsze miesiące to eksploracja nowej planety z paczką wilgotnych chusteczek jako główną bronią. Drugie dziecko oznacza kolejne zmiany, ale nie są one już takie dramatyczne. Ot, jeszcze mniej snu, jeszcze więcej pieluch i marzenie o trzeciej ręce, która ułatwiłaby codzienne czynności. Pojawienie się drugiego malucha to powolne, mozolne wypracowywanie nowego rytmu życia, nowych schematów, nowych rozwiązań. Zamiast rewolucji – ewolucja. I choć przyjdą momenty, kiedy będzie ci ciężko, to zapewniam cię, przepadną gdzieś w lawinie szczęścia, jakie przynoszą ze sobą kolejne dni w powiększonym gronie.

I to jest ten moment, kiedy możesz zacząć myśleć o trzecim 🙂

Reklamy