To już dziś. Jeśli nie jesteście ślepi i nie siedzicie odcięci od świata w czterech ścianach, nie mogliście tego nie zauważyć. Czerwone serca, czerwone róże, czerwone balony, romantyczne promocje dla dwojga niemal wszędzie – od restauracji, przez drogerie, salony SPA, kina aż po supermarkety. Brakuje tylko promo dla zakochanych w zakładach pogrzebowych, choć w sumie nie jestem tego taka pewna i aż boję się wpisać taką frazę w wyszukiwarkę… Walentynki widać na każdym kroku i, czy nam się to podoba, czy nie, wrosły chyba na stałe w nasz świąteczny kalendarz. Nie wszystkich to oczywiście cieszy. Nie wiem, czy słyszeliście, ale pakistański sąd zakazał publicznych obchodów Walentynek jako święta, które pod przykrywką celebracji miłości promuje niemoralność, nagość i nieprzyzwoitość. Ale nie trzeba szukać tak daleko – i u nas wielu jest przeciwników tego święta, choć może ich powody są nieco inne. Należy do nich także mój szanowny Małżonek.

 

 

ON

Walentynki to dla mnie święto, które nie ma żadnego uzasadnienia. Pełna komercja, okazja do zarobku dla przedsiębiorczych biznesmenów różnego sortu. I wszystko to takie sztampowe, takie mało oryginalne – czerwone serca wszędzie, czerwone róże, czekoladki, w porywie szaleństwa fikuśna bielizna pewnie z supermarketu. Niby święto miłości, ale formy przybiera infantylne do bólu. Widziałem wczoraj faceta, lat na oko czterdzieści, z wielkim pluszowym sercem. I on był z siebie naprawdę dumny, a ja miałem ochotę mu powiedzieć „faaacet, serio?!?”.

 

ONA

Że każdy próbuje zarobić przy okazji Walentynek, to dla mnie nie przekreśla tego święta. Tak samo jako Bożego Narodzenia nie przekreśla pogoń za prezentami czy promocja na ozdoby świąteczne w połowie listopada. Możesz komercji ulec, albo nie. Ja uważam, że Walentynki można spędzić w fajny sposób, nawet nie wydając ani grosza. I nie oznacza to bynajmniej, że masz nocami własnoręcznie dziergać dla ukochanej sweter w czerwone serca. Po prostu wystarczy się wsłuchać w drugą osobę i zaplanować taki wspólny czas, który was oboje zadowoli. To wcale nie musi być kolacja w najdroższej restauracji w mieście, zresztą – umówmy się – oni już nie mają wolnych miejsc, a po drugie i tak się nie najemy takimi mikroporcjami na makrotalerzach. No i nie każdy czuje się komfortowo w lokalu, gdzie na stole nakrytym dla dwóch osób jest więcej sztućców niż w domu zużywamy przez tydzień. Można spędzić Walentynki niekomercyjnie – pójść na spacer, obejrzeć w domu film, który uwielbia twoja druga połówka, nawet jeśli sam za nim nie przepadasz, zrobić masaż stóp (albo czegoś innego 😉 ) swojej partnerce czy partnerowi… Poświęcić sobie czas!
ON

No ale właśnie to jest dla mnie takie słabe i wymuszone. Dlaczego akurat ten dzień ma być taki wyjątkowy? Przecież powinniśmy dbać o związek na co dzień. Pielęgnować uczucie, troszczyć się o partnera zawsze, a nie od święta.

 

ONA

To prawda. Ale – z drugiej strony – w długich związkach, kiedy przemija etap pierwszych randek i nieustannych motylków w brzuchu, kiedy dopada nas codzienność, czasem o tym zapominamy. Czy raczej – pamiętamy, ale brakuje nam czasu, przeważa zmęczenie, obowiązki, praca. Jeśli w dodatku mamy małe dzieci, brakuje nam czasu na sen, żeby nie mówić o innym S, to jeszcze łatwiej popaść w rutynę i pozwolić codziennemu kieratowi zmiażdżyć romantyczne zapędy. Jasne – nie powinno tak być, ale często jest. I właśnie Walentynki mogą być takim prztyczkiem w nos, alarmem w telefonie, który tym razem nie mówi „wstaw pranie” tylko „dopieść swojego ukochanego”. To bardzo proste – każda okazja jest dobra, żeby okazać komuś miłość. Jeśli w odmętach codzienności brakuje na to czasu czy pomysłu, to może zamiast złościć się na przymus i obłudę potraktować Walentynki jako SZANSĘ, żeby się zatrzymać i w swojej kobiecie zobaczyć tę samą, która X lat temu uśmiechała się do ciebie na pierwszej randce. I nie, wcale nie musisz zaplanować niczego szczególnego na Walentynki. Nie musisz, ale możesz. A ona to na pewno doceni.

 

ON

Jest jednak pewne ryzyko – są faceci, którzy potraktują to święto jak rodzaj uspokajacza dla własnego sumienia: dałem kwiatka, poszliśmy do knajpy i widzimy się za rok. Przez najbliższe 365 dni nie muszę się już starać. Coś jak ludzie, którzy swoje mamy odwiedzają tylko w Dzień Matki i uważają, że jest to wystarczająca deklaracja miłości.

 

ONA

Jasne, że jest taka grupa facetów. Ale to po prostu dupki. Nie lubimy ich. Oni i tak się nie zmienią, a dlaczego mają mieć wpływ na nasze postrzeganie świata i nasze funkcjonowanie? Mądry facet nie potraktuje Walentynek w taki sposób, bo zwyczajnie wie, że starać trzeba się przez cały rok, jeśli chce się mieć udany związek. Mądry facet wie, że róża w Walentynki, tak jak tulipan w Dzień Kobiet, to może być po prostu uroczy gest, który będzie dodatkowym wyrazem uczucia i pamięci.

 

ON

A co z tymi, którzy nie mają drugiej połówki? Walentynki dla singli to jeden z najgorszych dni w roku. Nie mam tu na myśli zadowolonych z życia singli, ale samotnych ludzi, którzy potrzebują miłości i szukają jej, choć niestety bezskutecznie. Widząc te wszystkie walentynkowe dekoracje, zakochane pary itd., czują się jeszcze gorzej ze swoją samotnością.

 

ONA

Niby tak, ale znów mam oczywiście „ale”. Nie wydaje mi się, że należy rezygnować z pewnych świąt czy uroczystości tylko dlatego, że kogoś mogą one zasmucać. Nie odwołasz Wigilii, którą spędza się w rodzinnym gronie, żeby nie sprawiać przykrości ludziom nie mającym rodziny. Nie odwołasz Wielkanocy, żeby ludzie uczuleni na jajka nie poczuli się wykluczeni. Każde święto jest dla kogoś i nie dla kogoś. Każde święto możesz obchodzić, lub odrzucić. Albo zmodyfikować jego obchody tak, żeby dopasować je do siebie i swoich potrzeb. I dlatego właśnie, mój Mężu, my będziemy jednocześnie obchodzić Walentynki i ich nie obchodzić. Ja spędzę z Tobą czas z okazji święta zakochanych, a ty ze mną, bo niemal pięć lat po ślubie nadal jesteśmy w sobie zakochani. A każda okazja jest dobra, żeby znaleźć godzinkę tylko dla siebie.

 

I tak to u nas właśnie wygląda. On trochę bardziej rozważny, ona trochę bardziej romantyczna. W wy świętujecie Walentynki?

 

BONUS dla wytrwałych – moje najgorsze Walentynki

W czasach intensywnego randkowania w okresie studiów moja ówczesna „sympatia” zaproponowała, że na trzecią, walentynkową właśnie randkę wybierzemy się do jakiegoś miłego lokalu we czwórkę, z jego bratem i jego nową dziewczyną. Choć może zabrzmi to niewiarygodnie, ów brat okazał się moim byłym facetem… A jego dziewczyna mieszkała w moim akademiku i nie cierpiała mnie, bo uważała, że kiedyś odbiłam jej innego faceta… Także ten…  Świat jest mały!

Kto da więcej? 🙂

 

Reklamy