Zgodnie z rzuconym samej sobie wyzwaniem pod hasłem #jednazabawadziennie staram się codziennie proponować moim dzieciom jedną aktywność nową, albo dawno nie uskutecznianą w naszym domu. Niektóre są strzałami w dziesiątkę, inne bardziej bawią mnie niż potomstwo, a jeszcze inne okazują się zbyt dużym wyzwaniem przy dwójce maluchów i – choć fajne – zostają po testach odsunięte w bliżej nieokreśloną przyszłość. Jeśli nie macie pomysłu, co robić z przedszkolakami w najbliższych dnia, oto relacja z drugiego tygodnia akcji „jak zająć dzieci i nie oszaleć?”.

klockowe-miasto-b

Klockowe miasto

Klocki przewijają się i będą przewijać w wielu z naszych aktywności, bo też są one zabawką bardzo wszechstronną. Tym razem wybudowałyśmy z nich klockowe miasto. Powiecie, że to wymaga dużych inwestycji, ale nie jest to prawda, bo też nie chodzi o żadne wielkie budowle i skomplikowane konstrukcje. Wystarczy kilka „domków” złożonych po prostu z czterech ścian, które będą szkołą, sklepem, szpitalem, domem mieszkalnym czy remizą strażacką. Do tego kilka zabawek, niebieska koszulka jako basen, zabawkowa skrzynka pocztowa jako placówka poczty, książka jako cyrkowy namiot. Do tego kilka autek, garść ludzików wszelkiej maści i już. W szpitalu leczą się pacjenci, złodziej okrada sklep, żeby po chwili trafić do więzienia, nauczyciel zabiera dzieci na plac zabaw, a listonosz rozwozi listy… Wymyślacie historie, tworzycie scenariusze i sami napędzacie akcję. Ogranicza was tylko wasza wyobraźnia.

plastelina-b

Plastelina

Przez dłuższy okres plastelina pojawiała się u nas rzadko. Nie dlatego, że straciliśmy do niej sympatię, ale po prostu dlatego, że zbyt łatwo i niepostrzeżenie wędrowała do buzi młodszej z córek. Teraz etap pożerania mamy już w znacznym stopniu za sobą, więc wróciliśmy do ugniatania, wałkowania, formowania i lepienia, co jest świetnym ćwiczeniem dla małych rączek. Jeśli myślicie, że samo wręczenie dzieciom plasteliny i rzucenie hasła „bawcie się” wystarczy dla zapewnienia sobie spokoju, to możecie mocno się rozczarować, choć pewnie zależy to od wieku dziecka i jego charakteru. W przypadku trzylatki i niespełna półtorarocznego bąbla obecność rodzica wydaje się konieczna. Starsza jest już na takim etapie, że – z moimi instrukcjami – stara się lepić figurki, zwierzątka czy kształty, podczas gdy Młodsza radośnie skleja wszystkie kolory w jedną wielką kulę a potem próbuje wcierać ją w dywan lub siebie samą. Obie bawią się równie dobrze, ale ja muszę mieć oczy dookoła głowy.

PS. Nie mówcie, że nie jesteście w stanie lepić z dzieckiem, bo macie dwie lewe ręce. Najprostsze zwierzątka, jak kotek, rybka czy wąż, potrafi ulepić każdy. A przy okazji można zyskać 100 punktów fajności w oczach dziecka!

kasza-manna-b

Kasza manna

W domu jest wiele przedmiotów, które mogą okazać się dla dzieci ciekawą zabawką, jeśli wykorzystać je w innej funkcji niż zwykle. Naszym ostatnim odkryciem jest kasza manna, której użyliśmy do zabawy w poszukiwaczy skarbów. Po przebrnięciu przez etap wstępny polegający na próbach degustacji kaszy na sucho i czyszczeniu języków za pomocą chusteczek, można przejść do zabawy właściwej. Pomysł jest prosty – nasypujesz manny do pojemnika, dorzucasz garść drobnych przedmiotów (mogą być zabawki, fasola czy makaron; pinezki i gwoździe zdecydowanie odradzam), mieszasz i wręczasz dzieciom sitka, łyżki i kubeczki, a następnie obserwujesz jak dzielnie wykopują znaleziska zagrzebane w „piasku”. U nas zabawa trwała dobre 20 minut, a każda mama wie, jak wiele można w tym czasie zrobić!

PS. Jeśli nie lubisz bałaganu, to może być dla ciebie bolesne doświadczenie… Chyba że wykorzystasz je do tego, żeby nauczyć dzieci obsługi odkurzacza!

magnesy b.jpg

Magnesiki

Nie byłam nigdy orłem z fizyki, więc nie wiem, z czego to wynika, ale magnesy przyciągają nie tylko metal, ale i dzieci. Kiedy uczyłam włoskiego przedszkolaki, wszystkie ćwiczenia z użyciem magnesów wywoływały wybuchy euforii. Moje dzieci okazały się równie entuzjastycznie nastawione. Garść magnesów o różnych kształtach i kolorach to wasza jedyna inwestycja, bo powierzchnia do przyklejania znajdzie się w każdym domu. Może to być lodówka czy kaloryfer (oby nie gorący!), ale u nas świetnie sprawdzają się też metalowe skarbonki czy puszki na herbatę. Z magnesów budujemy rozmaite konstrukcje, układamy obrazki, ale też sortujemy według kolorów i kształtów. Z magnesowych literek układam – na życzenie – proste wyrazy. Czasem też dziewczynki same „piszą” magnesami, a mi wyznaczają rolę lektora. Im dziwniejsze słowo uda im się wykleić, tym większy powód do śmiechu, zwłaszcza jeśli razem wymyślimy, do czego może służyć „plimstuk” albo „brrubulaf”.

tramwaj.jpg

Wesoły tramwaj

Tę zabawę wymyśliła i zorganizowała moja Starsza córka. Nie trzeba wielkich przygotowań: do tramwaju-kanapy wsadzasz motorniczego i pasażerów (w tej roli pluszaki, lalki i inne ulubione zabawki) a następnie wraz z dzieckiem zajmujesz jedno z miejsc (koniecznie siedzących 🙂 ) i w drogę! Razem wydajecie tramwajowe dźwięki – szumy, dzwonki, zgrzyty – oraz wychylacie się na zakrętach i asekurujecie przy gwałtownym hamowaniu. Przez wyruszeniem, upewnij się, czy ten tramwaj „jedzie na Kurczaki”, albo „na Bieżanów”, albo „na Pragę” czy co tam sobie wymarzysz. I koniecznie pamiętaj, żeby każdy pasażer zakupił i skasował bilet, bo na pewno po drodze trafi się wizyta kontrolera i ktoś może dostać mandat!

Ta zabawa to doskonała okazja, żeby przygotować dziecko do podróży środkami komunikacji miejskiej, wpoić zasady zachowania (jak choćby ustępowanie starszym i paniom w ciąży), poćwiczyć zwroty grzecznościowe i… rozwijać wyobraźnię, bo każdy pasażer ma swoją historię, a ich przygody są nieraz lepsze niż wszystkie telewizyjne seriale razem wzięte. Wszystko zależy od tego, kogo zaprosicie do swojego pojazdu. Naszą „jedenastką” regularnie jeżdżą księżniczki, obcokrajowcy mówiący w różnych językach, panie do szpitala, dzieci do teatru, szpiedzy i Gargamel szukający wioski Smerfów…

jak-zrobic-gniotki

Gniotki

Każdy rodzic wie, że czasami – mimo pełnych półek i pudeł – twoje dziecko od rana marudzi, że „nie ma się czym bawić”. Zupełnie jak panie, które mimo pełnych szaf nie mają co na siebie włożyć… Zamiast wchodzić w debaty pod hasłem „przecież masz pełno zabawek”, które mogą skończyć się rykiem, albo lecieć po nową dostawę zabawek, które za chwilę i tak się znudzą, możesz wykazać się sprytem i na poczekaniu zrobić nowy gadżet dla dziecka. Wystarczą kolorowe balony, trochę mąki, kolorowe włóczki i plastikowy lejek. Dzieci chętnie pomogą, bo kto by się oparł pokusie robienia bałaganu bez konsekwencji? Mąkę wsypujesz do balonów przez lejek, zawiązujesz końcówki, przytwierdzasz „włosy” i malujesz mazakiem uśmiechy lub głupie miny. A potem gniotki zaczynają szaleć – nasze bawiły się w chowanego, zjeżdżały na zjeżdżalni, odbijały się od ściany, mieszkały w domku z klocków a na koniec wpadły za kanapę i zasnęły. Po drodze były miętolone, zgniatane, spłaszczane, rolowane i rozciągane. Na szczęście balony okazały się na tyle dobrej jakości, że przeszły bez szwanku wszelkie interwencje ruchliwych paluszków. Czego i wam życzę!

witraz-b

Witraż na szybie

To jedna z tych zabaw, które okazały się bardzo fajne, ale wrócimy do nich dopiero za jakiś czas… Wprawdzie dziewczyny z dużym zaangażowaniem oddały się malowaniem palcami po zabezpieczonej folią spożywczą szybie okna balkonowego, ale Młodsza (14 miesięcy) bardzo szybko zaczęła wymykać się spod kontroli i odbijać swoje małe łapki najpierw na sobie samej, a potem na kaloryferze, ścianach i mamie… Myślę więc, że to raczej zabawa dla dzieci starszych (Trzylatka bawiła się super!). Jeśli wydaje wam się, że to zbędne kombinowanie i można równie dobrze malować na papierze, to… No cóż, jednak nie macie racji. Farbę na papierze rozprowadza się inaczej, powierzchnia okna jest też większa, a przede wszystkim przenikające przez szybę światło słoneczne to dodatkowy efekt witraża, co daje dzieciakom dużą satysfakcję. Jeśli wasze dziecko lubi malowanie, może to być dla niego naprawdę miłe urozmaicenie zabaw z farbami. Minus zabawy jest taki, że na 99% dzieci (zwłaszcza jeśli malarzy jest więcej niż jeden) będą wymagały kąpieli, a ubranka prania. Jeśli dzieci są małe, kąpieli może wymagać również mama…

PS. Pamiętajcie o tej folii naklejonej na szybę, bo mycie okna z farby to NIE jest coś, co tygrysy lubią najbardziej!

 

I to tyle, tak właśnie wyglądał nasz zabawowy tydzień. A w co wy bawiliście się przez ostatnie kilka dni? Może podzielicie się swoimi pomysłami na #jednazabawadziennie?

 

PS. Jeśli spodobał Ci się ten wpis i uważasz, że może się komuś przydać, polub go lub udostępnij. Dzięki temu będzie nas więcej!

Reklamy