Dzień dobry w poniedziałek! Początek tygodnia to dobry moment na podzielenie się kolejną garścią pomysłów na to, jak zająć dzieci. Ja i moje córki dalej realizujemy akcję pod hasłem #jednazabawadziennie, czyli staramy się codziennie zrobić coś nowego, albo odświeżyć jakąś zapomnianą zabawę. Może nasze atrakcje zainspirują także was na ten nowy tydzień. A może i wy podzielicie się swoimi pomysłami?

rybki 2

Rybkowy wyścig

Ta zabawa nie wymaga wielkich inwestycji ani umiejętności, więc możesz po nią sięgnąć, kiedy dzieci dostają szajby, albo zaczynają lamenty „mamoooooo, nudziii mi się!”. Na kartce A4 rysujemy ryby (najlepiej różnymi kolorami, żeby zawodnicy się odróżniali), następnie wycinamy je i zaginamy im do góry ogony. To będą nasze żagle. Potem wyznaczamy linię startu i mety, rozpłaszczamy się na podłodze i dmuchamy. Po prostu. Każdy stara się, bez użycia rąk oczywiście, jak najszybciej przepchnąć swoją rybkę za linię mety, a potem razem świętujemy zwycięstwo, albo domagamy się rewanżu.

Jeśli masz w domowym asortymencie maluszka, który nie do końca ogarnia, że papieru się nie je, musisz być oczywiście dodatkowo czujna. Bo inaczej zawodnicy zostaną pożarci i będziesz musiała zacząć wycinanie od nowa. No chyba że zjadanie ryb uznamy za idealne zakończenie zabawy, które przy okazji załatwi nam sprawę kolacji.

latarka.png

Latarka

Możesz mieć całe pudła gadżetów, ale często okazuje się, że najlepszą zabawką okazuje się zwykły przedmiot, który można znaleźć w każdym domu. U nas ostatnio największym powodzeniem cieszy się latarka. Chowamy się z nią w zbudowanym z koca namiocie, oświetlamy swoje twarze i zabawki, robimy klosze z kolorowych bibułek i tkanin. Czasem kładziemy się na kanapie i śledzimy świetliste kółka wędrujące po ścianach. Albo gramy w zgaduj-zgadulę, starając się zidentyfikować przedmioty poprzez oświetlenie tylko ich fragmentów. A jeśli najdzie nas ochota na przygodę, wyruszamy na wyprawę w ciemnościach. W świetle latarki nawet znane zakamarki mieszkania mogą zmienić się w tajemniczy zamek czy mroczną dżunglę!

ciecz nienewtonowska.png

Ciecz nienewtonowska

Rodzice, którzy nie lubią bałaganu i cierpią na widok brudnych dzieci, mogą spokojnie przejść do następnego punktu, bo ta atrakcja jest u nas zwana – nie bez powodu – ciapiącą zabawą. Wystarczy mąka ziemniaczana, woda i ewentualnie barwniki spożywcze (mogą być także naturalne, jak kurkuma czy sok z buraka), żeby stworzyć dzieciom super zabawę multisensoryczną, a przy okazji zaoferować im nietypową lekcję fizyki. Raz ciało stałe, raz ciecz, to twarda, to znów miękka i glutowata… Żeby pokazać niezwykłość cieczy nienewtonowskiej możesz ją dodatkowo zestawić z innymi substancjami – wodą, budyniem czy kisielem. Mała rada – tę zabawę najlepiej uskuteczniać w miejscu, które łatwo się sprząta. My stawiamy na łazienkę, bo potem dzieci wskakują do wanny, a mama ma czas, żeby ogarnąć zapaćkaną podłogę. Od razu uspokajam – wbrew pozorom tę paciaję można błyskawicznie uprzątnąć i zmyć, bez większych problemów spiera się też z ubranek (no chyba że zastosujecie jakieś wyjątkowo wredne barwniki).

wąż rajstopkowy.jpg

Rajstopkowy wąż

Jestem zagorzałą wielbicielką zabaw „zrób to sam”, ale w takiej wersji, którą ogarnie nawet najbardziej niepełnosprytny rodzic o dwóch lewych rękach, przy okazji imponując maluchom kreatywnością i pomysłowością. To jest właśnie taka propozycja! Od starych rajstopek odcinamy nogawkę, do środka wpychamy papierowe ręczniki i rurki od papieru toaletowego, doszywamy język z czerwonej tasiemki i oczy z guzików (albo przyklejamy gotowe oczy do zabawek, które można kupić w pasmanterii) i gotowe! Plus sto punktów do rodzicielskiego lansu i zabawa na dobrych kilkanaście minut!
Ps. Moja starsza córka tak go pokochała naszego węża, że spał z nią jako przytulanka przez dwie noce.

piaskownica

Piaskownica

Wystarczy, że wyjdzie słońce, a piaskownice na placach zabaw wypełniają się berbeciami z wiaderkami, łopatkami, grabkami i foremkami. Maluchy – a często wraz z nimi także tatusiowie czy mamusie – kopią, grabią, lepią, robią babki i wsypują sobie piasek w rozmaite otwory ciała. Jeśli je to uszczęśliwia, to nas – rodziców – tym bardziej powinno. Ale nie zawsze masz czas czy możliwość zaprowadzenia dzieci do parku czy w inne piaskownicowe miejsce, a tymczasem zamknięte w domu maluchy dostają szajby i roznoszą chatę. W takich momentach wykopuję moje dzieciaki do piaskownicy, którą postawiliśmy po prostu na balkonie. One sypią, kopią i robią babki, a ja ładuję akumulatory na dalszą część dnia!

Smok odkurzacz.jpg

Smok odkurzacz

Ze wszystkich głupich zabaw, jakie wymyśliłam w przypływie desperacji matki w niedoczasie, ta jest bodaj najgłupsza. I pewnie dlatego dzieci ją kochają. Zasada prosta: odkurzacz w roli smoka Baltazara czai się na maluchy, które uciekają mu, zaczepiają go, wskakują przed nim do kryjówek a na koniec go pokonują. Efekt wyśmienity – mieszkanie poodkurzane, dzieci zmęczone, a mama ma jedną rzecz do zrobienia mniej na swojej liście zadań!

Klockowy wąż.jpg

Klockowy wąż

Zabawa z cyklu prostych, czyli to co mamy lubią najbardziej. Budujemy węża z kolorowych klocków, im dłuższego, tym lepiej. Następnie gada przesuwamy, unosimy i animujemy na inne sposoby do czasu, aż odpadnie mu ogon albo inna część wężowego ciała. Wtedy może go obejrzeć wężowy chirurg i zabawa zaczyna się od nowa. Kończy się zazwyczaj rozczłonkowaniem węża w drobny mak przez małe, zwinne rączki.

U nas dodatkowy upgrade zabawy zaproponował tata, budując z klocków paralizator, który węża unieruchamia i pozwala łatwiej go pokonać. Nie przewidzieliśmy tylko tego, że przez kilka dni będzie to ulubiony gadżet naszej córki, a my – kontynuując zabawę – będziemy sporą część dnia spędzać leżąc nieruchomo na podłodze. No ale to w sumie całkiem fajny element tej zabawy…

 

zabawa w chowanego.jpg

Zabawa w mini-chowanego

Jeśli po całym dniu berków, fikołków i ściągania dzieci z żyrandola, masz ochotę po prostu posadzić swoje cztery litery, zaproponuj maluchom zabawę w chowanego w wersji mini. Zasady identyczne jak w dużej wersji, tyle że chowają się i szukają małe zabawki (u nas ludki z plasteliny). Ludkami poruszają dzieci, a ty leżysz obok i recytujesz w odpowiednim momencie „pałka, zapałka, dwa kije…” a potem animujesz zabawę ożywczymi kwestiami w stylu „a gdzież się schował ten huncwot?” albo „a co to za łobuziak chichocze pod żółtą kopułką?”

Grzybobranie

Grzybobranie

W planszówki grywamy ze Starszą, kiedy Młodsza ma drzemkę, bo to jedyny sposób, żeby ocalić pionki przed pożarciem. Grzybobranie to jedna z naszych ulubionych gier. Zasady są banalne – rzucasz kostką, przesuwasz pionki, zbierasz grzybki i starasz się ominąć pułapki. No i w dodatku możesz w tym czasie leżeć na podłodze.

jeż z makaronu.jpgJeż makaronowy

Do tej zabawy nie trzeba wielkich przygotowań ani nietypowych zakupów. Potrzebne elementy niemal na pewno macie w swoim domu. Bierzemy więc kawałek styropianu (znajdziecie jakiś w pudłach po sprzęcie AGD czy RTV), wbijamy w niego patyczki do szaszłyków (nie mówcie, że takich nie macie! Przecież grillowanie to nasz sport narodowy!) i już. W taki sposób powstaje jeż, u nas zwany Jeżem Jerzym. Ponieważ zbliża się zima, nasz bidulek musi zgromadzić zapasy, a my mu w tym pomagamy. Na kolce nabijamy więc makaronowe rurki, plastelinowe kulki imitujące jagody oraz słomki, przez które Jerzy będzie w zimie pił kakao. Jeśli dieta naszego jeża wydaje wam się niezbyt przekonująca, możecie zawsze zagłębić się w atlas przyrodniczy i zaproponować zwierzakowi jedzonko bardziej pasujące do jego potrzeb.

zabawa w kałuży.jpg

Taplanie w kałuży

Może (a nawet na pewno!) to nie jest ambitna zabawa, ale dzieci ją kochają. Niektórzy dorośli też! Potrzebujesz tylko pary kaloszy i kałuży, a o to wiosną nietrudno. Dodatkową atrakcją będą różne przedmioty, które mogą imitować ryby (szyszki, kamienie, liście, gałązki), oraz patyki-wędki, którymi w brudnej kałużowej wodzie można grzebać, ciapać i chlapać.
Ps. Jeśli masz problem z patrzeniem, jak dziecko się brudzi, lepiej tym razem wyślij je na podwórko z innym opiekunem.

dmuchanie baniek.jpg

Fabryka baniek mydlanych

Wystarczy pojemnik z wodą, trochę płynu do mycia naczyń i jak najdłuższa słomka, albo od razu dwie, bo jestem niemal pewna, że też będziecie mieli ochotę wyczarować trochę mydlanych cudów. No i dmuchamy! To nie tylko świetna zabawa, ale przy okazji i ćwiczenie logopedyczne.
Ps. Jeśli wasze dziecko jeszcze nie ogarnia różnicy między dmuchaniem i zasysaniem, to wstrzymajcie się z tą zabawą. Płyn do naczyń nie jest zdrowy, a poza tym – helołłł!?! – jak dziecko go wypije, to czym pozmywacie gary.

druciki kreatywne.png

Druciki kreatywne

Pierwsze spotkanie z drucikami było u nas raczej mało entuzjastyczne. Tylko dlatego jednak, że nie wpadliśmy na to, że… można z nich zrobić prawie wszystko! Zwierzątka, ludziki, kwiatki, przedmioty… Kopciuszek i kareta dla niego? Książę do kompletu? Inne księżniczki-przyjaciółki? Czemu nie? Możesz wszystko. Oczywiście wiele zależy tutaj od wieku malucha. Starsze dzieci same mogą zająć się wyginaniem i skręcaniem bardziej złożonych figur, podczas gdy młodsze raczej ograniczą się do prostych kształtów, albo skupią się na zlecaniu kolejnych zadań swoim podwykonawcom, czyli starszemu rodzeństwu albo wam. Uruchomcie więc fantazję i do roboty!

klockowe wieże.png

Klockowe wieże

Kiedy ma się w domu półtoraroczniaka i 3,5-latka najtrudniejsze jest znalezienie zabaw, które zadowolą oboje dzieci. Ta taka właśnie jest. Ze zwykłych sześciennych klocków, wszystkich jakie mamy w domu, stawiamy wieże na dywanie. A potem następuje destrukcja! Zdarza się, że budujemy razem, częściej jednak od budowania jestem ja, a od niszczenia dwie małe godzille. Tylko czasem trudno nadążyć z odbudową.

Reklamy