Dzieci kochają Boże Narodzenie. Dzieciątko w żłobku, trzej królowie, śnieg, choinka, tony słodyczy i oczywiście prezenty – jak można tego nie lubić? Na tym tle Wielkanoc wydaje się mieć znacznie mniej do zaoferowania. Droga krzyżowa, śmierć, zmartwychwstanie to trudne tematy, a spłycanie wszystkiego do kolorowych jajeczek i czekoladowego królika jest jednak pójściem na łatwiznę. Ja staram się iść drogą gdzieś po środku – opowiadać historię biblijną bez wnikania w brutalne szczegóły, tłumaczyć jej znaczenie, odpowiadać na często zaskakujące pytania, ale też pokazać, że nawet bez prezentów, nawet bez choinki, święta mogą być po prostu fajne. Oto kilka sposobów, żeby osiągnąć ten cel.

Przygotowania

Żeby i dzieci poczuły klimaty Wielkanocy, warto włączyć je w przygotowania. Nie mam tu na myśli mycia okien i generalnych domowych porządków (choć i tutaj warto się dzielić obowiązkami), ale te bardziej przyjemne elementy, które sprzyjają budowaniu świątecznej atmosfery. Jeśli nie macie pomysłów, oto krótka lista:
– palma wielkanocna – można po prostu kupić gotową palemkę w markecie czy na rynku, ale o wiele lepszym pomysłem jest wspólne jej zrobienie. Potrzebne elementy można kupić albo znaleźć w polu czy ogrodzie: wystarczą gałązki bazi, trochę zieleni, może kwiaty żywe lub zrobione z bibułki, kolorowa wstążka dla ozdoby i już. Może efekt końcowy nie będzie wyglądać jak z okładki magazynu „Dom i wnętrza”, ale za to będzie to wasze dzieło.
– dekoracje świąteczne – tutaj możliwości są nieograniczone i nie będę się wymądrzać, bo internety są pełne genialnych pomysłów. Wystarczy pogrzebać, żeby znaleźć coś, co spodoba się dziecku, a waszego zmysłu estetycznego nie przyprawi o gorzkie łzy. Ja mam dużą tolerancję dla kiczowatych dekoracji, więc akceptuję wszystkie ukochane przez moją córeczkę papierowe zajączki i jajeczka J
– pisanki – technik zdobienia jajek jest takie mnóstwo, że na pewno znajdziecie taką, która będzie pasować do wieku, umiejętności i preferencji waszego dziecka. Farby, pisaki, wydrapywanie, naklejki, wydmuszki, piórka, cekiny i co tylko sobie wymarzycie. Ważne, żeby na koniec uzyskać kolorowe, radosne jaja, których pozazdrości nawet sąsiadka zapuszczająca żurawia do waszego koszyczka. Jeśli dziecięce łapki okażą się mniej precyzyjne niż dopuszcza to wasz zmysł estetyczny, pocieszcie się myślą, że takich jajek, jak wasze, nie będzie miał na pewno nikt inny.
– świąteczne wypieki – w moim rodzinnym domu Wielkanoc pachniała babką i sernikiem. U was pewnie pachnie inaczej i o to właśnie chodzi – o budowanie własnej tradycji, własnych wspomnień. Moje dzieci kochają kruche ciasteczka i na święta robimy je wspólnie – w kształcie jajek, kurczaków czy króliczków. Choć dziś już wiemy, że cukier nie krzepi, to trzeba przyznać, że wspólna zabawa w cukierników krzepi więzi rodzinne.

Niedziela wielkanocna

Sercem obchodów świąt Wielkanocy jest uroczyste śniadanie, którego głównym bohaterem jest jajo. Jeśli myślicie o przygotowaniu wspaniałego menu dziecięcego, które na zawsze zapisze się w główkach waszych pociech, to… lepiej wrzućcie na luz i zastanówcie się drugi raz. Może i dla nas, dorosłych, obmyślanie wyjątkowego menu a potem pałaszowanie go ze smakiem stanowi atrakcyjny element świątecznych rytuałów, ale dla dzieciaków to najczęściej tylko kolejny posiłek. Warto więc pomyśleć o czymś, co i dla nich będzie świetną zabawą. U nas są to:
– jajeczna bitwa – to wspomnienie mojego dzieciństwa – każdy z domowników wybiera sobie jedną pisankę, następnie stukamy się nimi w parach –  zabawę można kontynuować tak długo, jak jajo ma jeszcze jakieś fragmenty całej skorupki, wygrywa ten, kogo jajo przetrwa pojedynek, a przegrany zjada swojego zawodnika J. Kolejne rundy jak najbardziej dozwolone, o ile w brzuchach znajdzie się jeszcze miejsca na kolejne jajo.
Pamiętam do dziś, jak w pewną świąteczną niedzielę – mogłam wtedy mieć jakieś sześć lat – mój tata wybrał sobie jajo-twardziela, prawdziwego iron mena w jajecznym świecie. Jak burza pokonywał nas w kolejnych rundach, a my ambitnie sięgaliśmy po kolejne jaja, chociaż poprzednie siedziały nam jeszcze w przełyku. Nie mogliśmy uwierzyć, że ma takie szczęście. Musiało chodzić o jakąś tajną taktykę trzymania jaja czy uderzania nim. Mieliśmy rację – taktyka była genialna. Okazało się, że pisanka, którą wybrał tata, była… drewniana! Do tej pory zastanawiam się, jak mogliśmy się nie zorientować!
poszukiwanie skarbów – w Polsce coraz powszechniejsza staje się tradycja przynoszenia prezentów przez zajączka. Osobiście nie jestem fanką takiego rozwiązania – Boże Narodzenie tonie w górze prezentów, która często przysłania wszystkie inne aspekty świąt, więc choć Wielkanoc chciałabym przed tym ocalić. Poza tym wręczanie prezentów przez Świętego Mikołaja można jakoś uzasadnić, ale zając? Nie mam serca do sprzedawania takiej bujdy dzieciom Z drugiej strony poszukiwanie prezentów od zajączka to świetna zabawa. Postanowiliśmy znaleźć drogę pośrednią – w wielkanocną niedzielę organizujemy zabawę w poszukiwanie skarbów – w ogrodzie (jeśli pogoda pozwala) lub w domu ukrywamy czekoladowe jajeczka i zajączki oraz jedno lub dwa jaja niespodzianki. Wręczamy dzieciom koszyczki i ruszamy do akcji. Po stołem, za kanapą, w doniczce, na trampolinie czy pod krzewami w sadzie – jaja trzeba ukryć tak, żeby ich znalezienie nie było zbyt łatwe, ale by nie przerosło możliwości dzieci.
Mała rada – jeśli macie dzieciaki w różnym wieku i obawiacie się, że starszaki sprzątną maluchom cały łup sprzed nosa, oznaczcie skarby kolorowymi wstążeczkami i takie same przywiążcie do koszyczków, które wręczycie uczestnikom zabawy. W ten sposób każdy będzie musiał znaleźć i zebrać tylko swoją część zdobyczy, a starszaki ewentualnie pomogą młodszym, jeśli będzie taka potrzeba.

Lany Poniedziałek

Co tu dużo mówić? Dla dzieciaków to jest właśnie największa atrakcja Świąt Wielkanocnych! Kiedy byłam mała, w Lany Poniedziałek dzieciaki z całej wioski szalały od świtu do późnego popołudnia: w ruch szły nie tylko psikawki, ale też butelki i wiadra. Któregoś roku sąsiad mieszkający obok kościoła wyciągnął na dach garażu wąż ogrodowy i stamtąd polewał wychodzący z kościoła tłum sąsiadów. To była mała wioska, wszyscy wszystkich znali i nikogo to nie oburzało. Przed Wielkanocą jedyną troską dzieci była pogoda – czy będzie wystarczająco ciepło, żeby mamy pozwoliły na wodną bitwę?
Swoim dzieciom pozwalam poczuć magię wodnych potyczek. Wprawdzie są jeszcze zbyt małe, żeby szalały z wiadrami w towarzystwie koleżanek i kolegów, ale i w gronie rodzinnym można zrobić lany poniedziałek na miarę naszych możliwości. Moja trzylatka już się szykuje…

Na koniec jeszcze kilka słów – tak naprawdę święta Wielkanocy zawsze zaczynały się dla mnie – i dalej zaczynają! – wcale nie w Wielką Sobotę, gdy święci się pokarmy, czy w Wielką Niedzielę, gdy zasiada się do uroczystego śniadania. Triduum Paschalne, ukoronowanie roku dla osób wierzących, rozpoczyna się bowiem już w Wielki Czwartek, z Mszą Wieczerzy Pańskiej sprawowaną na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy, trwa przez Wielki Piątek z mroczną Liturgią Męki Pańskiej, Wielką Sobotę rozdartą między czuwaniem przy grobie i święceniem pokarmów, aż po Wielką Niedzielę rozbrzmiewającą radosnym dźwiękiem rezurekcyjnych dzwonów. Tego też chcę nauczyć moje dzieci. Na razie są zbyt małe, na razie wieczorna i nocna liturgia wypada na moment, kiedy bliżej im do łóżek niż do kościoła. Ale kiedyś dorosną i mam nadzieję, że będą chciały świętować razem ze mną. Razem ze mną zrozumieć, jaka jest istota Wielkanocy i pamiętać, że nie o kolorowe jajka i czekoladowe zajączki tu chodzi, a o coś znacznie większego i ważniejszego. Miłego świętowania!

Moja robota skończona. Teraz kolej na Ciebie! Jeśli spodobał Ci się tekst, polub go lub udostępnij. Będzie nas więcej!

Reklamy